Michał Rusinek „Wierszyki rodzinne”
Wyd.: Znak
Ilustracje: Joanna Rusinek



SZAMAN

Kiedy była wielka powódź
albo zamieć lub tsunami,
to wzywało się szamana,
co przyjaźnił się z duchami.

I dla niego owe duchy
rozwiewały chmury chuchem!
Więc raz, w dowód swej przyjaźni,
nasz wuj szaman…stał się duchem.



DUCH

W ruinach pobliskiego zamku,
gdy księżyc skryje się za chmurą,
napotkać można o północy
zjawę koszmarną i ponurą.

Kim była zjawa ta za życia?
Czy zawsze była trupio blada?
Czemu – gdy kogoś chce przerazić –
to głowę swą pod pachę wkłada?

To nasza nieposłuszna krewna,
córka rycerza starej daty,
która się raz – wbrew ostrzeżeniom –
bawiła ostrym mieczem taty.



MANDARYN

Uwielbiam mandarynki,
pochłaniam je bez miary.
Więc musiał w mej rodzinie
choć jeden być mandaryn.

Wiem, wiem, że był Chińczykiem,
po Wielkim chadzał Murze.
Mam po nim skośne oczy
(gdy je na słońcu mrużę).



KSIĘŻNICZKA

Kiedy nie mogę w nocy zasnąć
i wciąż się wiercę jak wiertarka,
myślę, że jestem spokrewniony
z księżniczką. Tą, od grochu ziarnka.



TATAR

Mój przodek Tatar
złapał raz katar.
Tata Tatara rzekł: „Nieboraku!
Ty, w takim stanie,
w domu zostaniesz,
zamiast najeżdżać jutro na Kraków!”.

Tak więc przez katar
to inny Tatar
do hejnalisty strzelił znienacka.
Dzięki innemu,
jak rydz zdrowemu,
dzisiaj jest słynna wieża mariacka.

 



ŚWIĘTA

Mówiła babcia z miną przejętą,
że dobrze mieć w rodzinie świętą.
Lepiej, gdy jest też zakonnicą,
a już najlepiej – męczennicą.

Ja na to: „Babciu, to ty nie wiesz,
że słynną świętą Tillitarę
(naszą praprapraprapraciotkę)
załaskotano za jej wiarę?”.

Zamiast relikwii czy obrazów
najświętsza z naszych wszystkich ciotek
nam zostawiła – jakby w spadku –
niezwykłą skłonność do łaskotek.



CZAROWNICA

Zdradzę wam straszną tajemnicę:
mamy w rodzinie czarownicę.
Co? Nie wierzycie? Mogę przysiąc!
Żyła lat temu niemal tysiąc.
Choć nie latała na swej miotle
i nie warzyła trucizn w kotle,
nie miała nosa w kształcie fajki
i nie mieszkała w chatce z bajki,
ale za sprawą jakichś czarów
oczarowała panów paru.
Raz, gdy na spacer szła alejką,
jeden z nich szepnął: „Czarodziejko!”,
ukląkł, pierścionek dał z błyskotką…
I tak została moją ciotką.



DRUID

W mojej rodzinie był ponoć druid,
który sporządzał magiczny fluid.
Ten, kto fluidem natarł swe uszy,
stawał się mądry jak stu geniuszy
i już w przedszkolu zdawał maturę.
Niestety, przepis na tę miksturę
zabrał do grobu ze sobą druid.
Więc kiedy skończył się jego fluid,
skończył się także nasz czas wesoły,
bo trzeba było wrócić do szkoły.



RZYMIANIN

Gdy byłem na wycieczce w Rzymie,
widziałem pomnik Rzymianina.
Ze wszystkich stron go obejrzałem
i myślę: „Hm, znajoma mina”.

Znam dobrze minę taką – z lustra
(zrobiłem zdjęcie, mam dowody).
Ja i Rzymianin na cokole
jesteśmy jak dwie krople wody!

Mamy te same pełne usta
(ja mam szczególnie po snickersie),
te same oczy, nosy, szyję…
Tyle, bo pomnik to popiersie.



GREK

Dobrze mieć w rodzinie Greka.
Kiedy ktoś się na nas wścieka
i zarzeka, i narzeka,
i nawarczy, i naszczeka
lub przyrzeka, że posieka,
tajemnice powywleka,
albo pięty poprzypieka,
i nie czeka, i nie zwleka,
lecz docina i dopieka –
niech nie zadrży mu powieka.
Mieliśmy w rodzinie Greka,
a więc udawajmy Greka!



 

EGIPCJANIN

Niektórym pewnie zrzednie ciut mina:
miałem w rodzinie Egipcjanina,
który do tego był starożytny!
Niestety, nie był wcale wybitny:
w szkole nie bywał nigdy kujonem,
nie miał szans zostać więc faraonem.
Różnymi parał się on pracami,
także wznoszeniem słynnych piramid.
Gdy piramidę wznosił Cheopsa,
to witaminy jadł w formię dropsa
i chociaż wcale nie był wysoki,
mógł potem podnieść najcięższe bloki.
Też lubię dropsy, zwłaszcza czerwone.
I też nie będę raczej kujonem…



JASKINIOWIEC

Gdy byłem mały, były momenty,
że obwieszczałem: „Jestem zajęty!
Proszę nie wchodzić mi do pokoju!
Ja tu pracuję w trudzie i znoju!”.

Tak pracowałem pół dnia bez słowa,
aż w końcu praca była gotowa.
Gdy pokazałem z dumą jej piękno,
mama zemdlała, a tata jęknął.

Ja tylko przecież – daję wam słowo! –
narysowałem kredką woskową
od ramy okna do drzwi framugi
bitwy na dzidy oraz maczugi.

Tata rzekł: „Kara cię za to spotka”.
Ja na to: „Tato, to przez praprzodka,
który w jaskiniach – co dzień od rana –
rysował bardzo pięknie po ścianach.
To po nim taki mam talent, tato.
I nie poradzę nic a nic na to”.



MAŁPA

Pewna małpa człekokształtna
wlazła raz na drzewa szczyt,
wykazując przy tym iście
człekokształtny małpi spryt.

Gdy wdrapała się ta małpa
na sam czubek drzewa, hen,
to przysiadła na gałęzi
i zapadła wkrótce w sen.

Śniło jej się, że pod drzewem
stoi – używając nóg! –
jej praprapraprapraprapra-
praprapraprapraprawnuk.

Myśli małpa: „Jakoś mało
owłosiony na swój wiek.
Czy to małpa człekokształtna,
czy też małpokształtny człek?”.

Nie wiedziała, kim jest wnuk jej
(praprapraprapraprapra).
Wy się pewnie domyślacie,
że to byłem właśnie ja!



Pierwszy z cyklu Wierszyków Rodzinnych Michała Rusinka w naszej odcinkowej przygodzie z literaturą!

 

DRZEWO

Niektórzy sadzą przed domem drzewa,
które przycina się i podlewa.
Inni hodują dynie na działkach –
tu już potrzebna pewna smykałka.
Komu nie straszne są dzikie mszyce,
ten na balkonie ma róż donice.
Gdy wokół plucha i zawierucha,
w niektórych domach rośnie rzeżucha
albo w słoiku, bardzo powoli,
kiełkuje sobie ziarnko fasoli.

A ja znam taki gatunek drzewa,
którego wcale się nie podlewa,
które nie rośnie na żadnych działkach.
I choć potrzebna jest doń smykałka,
to nie ze względu na jakieś mszyce,
ani balkony, ani donice.
Żadna nie złamie go zawierucha.
Niech sobie gdzieś tam rośnie rzeżucha
i niech kiełkuje sobie powoli
w jakimś słoiku ziarnko fasoli –

ja wyhoduję w sposób niedrogi
dorodne drzewo genealogi-
czne. ZA pomocą pisaków samych,
a PRZY pomocy taty i mamy,
babci i dziadka, wujka i cioci –
i wyobraźni, co czasem psoci…

Michał Rusinek „Wierszyki rodzinne”
Ilustracja: Joanna Rusinek
Wyd.: Znak

A Wy macie swoje drzewa genealogiczne? Pochwalcie się w komentarzach. Polecamy też fantastyczną książkę, która pomoże Wam stworzyć historię Waszej rodziny: https://www.nieprzeczytane.pl/Album-rodzinny,product1076046…